wtorek, 18 czerwca 2013

genesis z dziecka

Jak mama mówiła, że w trakcie porodu rodzi się nie tylko dziecko, ale i kobieta-matka, to nie chciałam wierzyć. Miałam taką wizję życia "po", że po prostu pojawia się kolejna osoba, a tak w ogóle, to życie ma być takie jak do tej pory. Bo przecież mam swoje plany, mam swój styl życia i na pewno nie trzeba z tego rezygnować. Na pewno da się pogodzić bycie dobrą i mądrą mamą i kobietą żyjącą "normalnie". Myślałam, że ci rodzice, którzy po pojawieniu się w ich życiu dziecka kompletnie zrezygnowali ze "świata", na pewno nie radzą sobie z wychowaniem. Jest przecież tyle mądrych książek, tyle metod, że wystarczy "podstawić do wzoru" i działa. 

 Z tego wstępu można wywnioskować, że już zrozumiałam, że tak nie jest. 
Chciałam w czerwcu zaliczyć kilka przedmiotów? Nie dało się. Nawet jeśli zdarzają się chwile odpoczynku od dziecka, to nie wiem, od czego zacząć i w rezultacie i tak padam. 
Chciałam, za radą Tracy Hogg, wprowadzić stały plan dnia? Nie dało się. Mały jest takim cycolem, że o trzygodzinnych przerwach między karmieniami mogę tylko pomarzyć. A przetrzymywać? Trochę próbuję, ale jak dziecko ryczy, jakby było obdzierane ze skóry, to nie dam mu cyca? Dam... 
Żeby spał na spacerach? Rzadko. Z nieznanych mi przyczyn nie lubi gondoli. Może gdy przejdziemy na wersję spacerówkową, to coś się zmieni. Na razie spacery to katorga. 
Karmienie piersią to katorga nr 2. Żadnych mistycznych przeżyć, tylko przykry obowiązek. Ale karmić będę, bo wiem, że to najlepsze, co może w tym okresie ode mnie dostać. 
Kładzenie na brzuchu. Rzadko się udaje i tylko na parę minut dziennie. Więc jesteśmy w lesie z ćwiczeniem główki. 
Dobrze chociaż, że daje się nosić w chuście. Ale też boję się go nosić zbyt długo, bo jest jeszcze taki mały.
No i mąż pracujący do późna. Wraca dopiero na kąpiel, a czasem nawet i później. Dzisiaj leci sobie do Wrocławia na rozprawę i wróci jutro... Wyśpi się, a ja sama całą noc do usług królewicza Franciszka.