piątek, 28 sierpnia 2015

"No a jak głupku, gadam, latam, pełny serwis"

Zacznę od latania. Mrożące krew w żyłach wyczyny misia są na pewno przyczyną moich pierwszych siwych włosów (jakżeż, 28 lat i już???). SKACZE zawsze, wszędzie, ze wszystkiego, na wszystko, po mnie, na mnie, nieważne, stabilne - nuda, niestabilne - jazda!
Jest nie do upilnowania, ciągle się przewraca, uderza się. Proszę, krzyczę, karzę, proponuję inne zabawy. Nic. On musi.

Gada. Po rosyjsku. Bo ogląda Maszę po rosyjsku. 
- Franek, jeszcze tylko jedna Maszka i kąpać.
- Adin!

- Chcesz się przytulić?
- Kak.

Po polsku też trochę. Z każdym tygodniem coraz więcej słów. Jeszcze bez gramatyki. Ale dogadać się da.

No i pielucha. Na początku lipca przestałam zakładać mu pieluchę w ciągu dnia. W zasadzie tylko tydzień się obsikiwał, a potem zaczął pokazywać, że chce, a po trzech-czterech tygodniach mówić: si (na siku), a z dwa tygodnie temu: bam (na kupę). Pieluchy po nocy też już niewiele obsikane, czasem nawet zupełnie suche. Od września przyjdzie czas na totalne odstawienie pieluch. Późno? Nie sądzę. Przynajmniej nie była to tresura, ale nauka. Rok temu próbowałam go przekonać do nocnika, ale zupełnie nie czaił. Wytresować - pewnie bym wytresowała, jak szczeniaczka. Ale teraz sam się świadomie uczył rozpoznawać parcie na pęcherz. Na spokojnie, bez ciśnienia.

środa, 12 sierpnia 2015

o przezroczystości

Od bardzo dawna zastanawiam się, czy jestem niewidzialna na ulicy. Odkąd pamiętam, zawsze, ale to zawsze musiałam ustępować swojej drogi idącym z naprzeciwka. 
Chodnik, idę ja, jak Pan Bóg przykazał prawą stroną, przy krawężniku. Idzie grupa ludzi z naprzeciwka. Zbliżamy się do siebie, patrzę na nich, obserwuję, co zrobią. Nic. Gdybym w ostatniej chwili nie zeszła z chodnika, zderzylibyśmy się. 
Ale to tam. No cóż, niecharyzmatyczna jestem, niska samoocena robi ze mnie szybę. Ale tego jaskrawozielonego wózka, co go pcham, to też nie widać? 
Matko, jak mnie wkurza, gdy idę sobie swoim torem dość raźno przez pasy, a notorycznie wyprzedzają mnie inni ludzie i to tuż przed wózkiem, wskutek czego muszę albo zwolnić, albo się zatrzymać. Na środku pasów. No błagam. Nie wiem, czy ludzie myślą, że udręczona matka pchająca wózek nie jest w stanie iść tak szybko, jak reszta dwunożnych? Ja w ogóle chodzę szybko, a z wózkiem dostaję jeszcze jakiegoś przyśpieszenia. Jestem coraz bardziej przychylna swojemu własnemu pomysłowi, żeby ustanowić przed przejściami dla pieszych, tak jak przed skrzyżowaniami, odpowiednie pasy do poruszania się prosto, na lewo i prawo.

Druga sprawa - nie toleruję rowerzystów na chodnikach. Szlam i wodorosty! (że zacytuję kapitana Haka) Czy ja muszę zmuszać siebie i syna do chodzenia za rękę po chodniku, bo może zostać niezauważony i potrącony przez jadącego jakieś 20 km/h rowerzystę? Sama nieraz już byłam o włos od zderzenia. Sorencja - chodnik, jak sama nazwa wskazuje -służy do chodzenia. Wrrrrrr!

Ale tam, wypadki z udziałem pieszych to w sumie nic. Bo! Tadadadadadadam! Miś zaczyna GAAAADAAAAĆ!!!

Jakie to fajne :D. Jaki ma ładny głos. Jaki jest mądry.

Mój miś umiłowany.