wtorek, 28 marca 2017

ciąża. blaski i cienie. z tym, że bez blasków.

Bo musi się ulać. Lepiej niech się uleje do internetów niż na członków rodziny ;)


- Zabiję cię. - szepczę do męża, który właśnie położył się obok spać.
- ...?
- Zabiję cię, że mnie obudziłeś tefałpekulturą, gdy już zasnęłam. - nadal szeptem, głosem z horroru - Ja tu oddychać normalnie nie mogę, bo nos zatkany, płuca i przepona gdzieś pod gardłem, cała zdrętwiała, bo mogę spać tylko na jednym boku, a ten sobie włącza tefałpekultura. Już nie z jakichś romantycznych powodów, nie dla mojego widzimisię potrzebujemy trzeciego pokoju. Tu chodzi o przetrwanie. Twoje.

Dla nieczujących ironii i biorących wszystko dosłownie - nie zabiję, spokojnie.

Ale jak jeszcze raz usłyszę, że ciąża to nie choroba, zwłaszcza z ust faceta lub niedzieciatej kobiety, to trafi mnie szlag.

Jeśli to nie choroba, to niby dlaczego organizm tak wariuje, wszystkie organy funkcjonują gorzej, wyniki badań są gorsze, dolegliwości są bardzo dokuczliwe i długotrwałe???

Ciało kobiety jest wykończone ciążą. Jak można mówić, nawet o niepowikłanej ciąży, że to takie nic?

Boszszsz, każdej matce, która przeżyła, przetrwała ciążę, należy się z urzędu dodatek do emerytury, wszelkie możliwe ulgi, hołdy, daniny, wszystko. Najpierw ciąża to ogromne poświęcenie, do którego żaden facet nie byłby zdolny z własnej woli, potem jeszcze odchowanie dziecka, wykarmienie, stres, niewyspanie chroniczne, zamartwianie, powtarzane milion razy tych same czynności. Naprawdę matka, której zależy na dziecku, poświęca się codziennie, dzień w dzień, rok w rok. Spala się dla potomstwa.

W zamian miło byłoby doznać choć odrobiny wygody i przyjemności, tak na pocieszenie, osłodę. Dać jej pospać. Zrobić coś za nią bez konieczności wskazywania palcem, co konkretnie. Ustąpić miejsca w kolejce, w tramwaju. Wracać z roboty, zanim zaśnie.

środa, 18 stycznia 2017

Popkultura dziecięca blee

Syn mój pierworodny, jak pewnie większość dzieci w jego wieku, jest przeokropnie podatny na przekaz audiowizualny, reklamy, kreskówki, kolory, plastik i tandetę. I teraz pytanie: czy i jak z tym walczyć?

Są domy bez telewizorów. Można tak. Ale wychodzi dzieciak z takiego bezpiecznego domu i co? W przedszkolu dzieciaki przynajmniej gadają o najbardziej popularnych bajach, a często przynoszą gadżety. Dzieciak z domu bez telewizora nie wie, o czym mowa i ma problem. A jeszcze dowie się o takich lego ninjago czy transformersach od kolegów, a nie będzie miał przegadanego tematu z rodzicem.

Moim zdaniem nie tędy droga. Zwłaszcza że widzę często dzieci z domów-bez-telewizorów zagapione w ekrany laptopów i smartfonów. No rzeczywiście...
Ja staram się (choć z trudem) patrzeć na syna, jak na normalnego człowieka, który ma różne potrzeby rozrywkowe. No bo czy ja sama nie lubię przejrzeć sobie jutuba i obejrzeć taką ściankę myśli, a w telewizorze taniec z gniazdami? No lubię. Lubię też na tym samym jutubie posłuchać konferencji biskupa Rysia, w telewizorni zobaczyć fajny i wartościowy film, a w zaciszu kanapy poczytać książkę.

Dzieci też tak mają. Syn lubi na przykład kompletnie niewarte swojej ceny gazetki lego ninjago i klocki z tej serii, ale w ogóle nie chce oglądać serialu w tv, bo jest dla niego za straszny. W tv za to lubi najbardziej pogodne i bezpieczne kreskówki np. Stacyjkowo, zadziorną Maszę i niedźwiedzia, Nelę małą reporterkę, Treflików, Reksia. Na jutubie najchętniej ogladałby głupie video reklamowe o hot wheelsach, ciastolinach i otwieraniu jajek niespodzianek, ale tego mu zabraniamy. Ma pozwolenie na seriale - Tomka i przyjaciół, Strażaka Sama, Maszkę po rosyjsku, Bujdy na resorach. Ma też filmy pelnometrażowe, z których najczęściej ogląda Auta 1 i 2. Co ciekawe, taki słodki i z przesłaniem Bambi jest dla niego zbyt stresujący. To samo Kung-fu Panda.

Lubi słuchać też czytania. Ale preferencje nie dają się zaklasyfikować (Niektóre wiersze, najbardziej z Brzechwy Opowiedział dzięcioł sowie, niektóre książki przez nas uznawane za wartościowe, np. Detektywa Pozytywkę, ale tylko czytanego przez nas, audiobooka nie chce słuchać, niestety). Ale równie mocno domaga się czytania głupich, kolorowych książeczek, tych wyprodukowanych (to najbardziej adekwatne słowo) na podstawie disneyowskich bajek, które niby je streszczają, ale ktoś odpowiedzialny za tekst chyba w życiu tych historii nie poznał, bo fabuła książki kompletnie odbiega od fabuły filmu.

Zatem - czy zabraniać, zabierać,  po kryjomu wyrzucać? Ja uważam, że nie. Za to komentować i dowiadywać się,  co takiego się dziecku w tym podoba. Niespełna czterolatek już coś tam powie, czego można się złapać i podrążyć.

Zawsze można mieć też nadzieję, że fiksacja na coś, co nam się nie podoba, szybko minie. Ale chyba warto nastawić się na to, że dzieci zawsze będzie jarało coś z naszego punktu widzenia głupiego. Wtedy spójrzmy na samych siebie ich oczami ;).

wtorek, 17 stycznia 2017

Apdejt

1. Będzie chaos i słaba edycja, gdyż piszę na telefonie z niezbyt dużym ekranem i nie w aplikacji, bo nie działa mi klawiatura w laptopie. Nie działa, bo została zalana wodą z nawilżacza w kształcie żaby w trakcie zapamiętałej zabawy mojego syna z jego starszą siostrą cioteczną, a my już od dwóch miesięcy nie możemy się zebrać i dać do naprawy.

2. Jestem w drugiej ciąży i to mi ciąży. Z jednej strony wiedziałam,  że ciąża u mnie oznacza komplikacje zdrowotne i świadomie się na to zdecydowalam, żeby mieć to z głowy szybciej niż później,  nie odwlekać tego, co i tak mnie czeka. Bo zawsze chciałam zostać mamą co najmniej dwojga. No i, tak jak się spodziewałam, łatwo nie jest. Tarczyca oczywiście się pogorszyła, ale najgorsza jest cukrzyca. Pojawiła się szybciutko i z dużą mocą,  co najprawdopodobniej oznacza nie tylko cukrzycę ciążową, ale już normalną, regularną cukrzycę typu 2 do końca życia.  Na razie nie muszę brać insuliny, wystarcza ścisła i bardzo rygorystyczna dieta i trochę ruchu. Dieta jest taka, że za połową ciąży (22 tydzień) ważę 6 kg mniej niż przed ciążą... Brzuch już mam pokaźny.

3. Syn w przedszkolu. We wrześniu przeżywał adaptację w zaskakujący dla mnie sposób. Nie płakał, chętnie chodził, za to wyładowywał się agresją. Ale przeszło. W październiku już był pogodzony z sytuacją. Więcej o tym może następnym razem.

4. Jako ponowna ciężarna mam sporo nowych doświadczeń. Ale muszę już na razie zostawić pisanie, bo mój zanudzony i zasmarkany trzylatek domaga się lektury głupawego komiksu lego ninjago. O tym też w kolejnym poście.