środa, 8 lipca 2015

dwulatek na mszy

- Proszzszsz Państwa, to jest Dom Błooooży, a to dziecko (powiedziane z niejakim wstrętem) nie może szantażować innych, którzy chcą się w ciszy pomodlić. Proszszszszsz coś z tym zrobić. (wzdychając)
 
oniemieliśmy.
 
Miejsce: kościół dominikanów na Freta (tak, tam, gdzie zwykle jest bardzo duża tolerancja dla brykających maluchów)
Czas i okoliczności: kilka chwil przed mszą o 18:00, upały lipcowe
 
Akurat przed zwróceniem uwagi przez tę panią miś nie dokazywał zbytnio. Chodzili sobie z tatą z boku, coś tam sobie pod nosem świergolił, ale zdecydowanie w granicach normy.
Potem się rozstroił i rzeczywiście zaczął marudzić. W takich sytuacjach odizolowujemy go i prowadzimy a to do zakrystii, a to na zewnątrz.
Bo też uważam, że nie można pozwalać dziecku na zbyt dużo na mszy. Że ludzie muszą móc się skupić, móc słyszeć.
 
Tej pani nie miałam możliwości na spokojnie i szybko wytłumaczyć, że owszem dom Boży - czyli szczęśliwy dom dla wszystkich, dla dzieci też, że przyszła na mszę, czyli na obiad niedzielny do Ojca, nie na stypę. A czy w trakcie obiadu u ojca w szczęśliwym domu dzieci muszą siedzieć bez ruchu i cichutko? Nie byłby to szczęśliwy dom i kochający ojciec. Każdy chyba rozumie, że małe dziecko nie będzie siedziało nieruchomo przez całą mszę. Dopóki nie płacze, nie hałasuje albo nie biega po całym kościele bez kontroli, to należy uznać, że jest ok. Jeśli po prostu chodzi sobie w bocznej części kościoła z rodzicem, coś sobie mruknie, to nie ma potrzeby interweniować. Takie zachowanie jak tej pani, jakoś bardzo mnie dotyka i czuję się dyskryminowana. No bo czego ona od nas oczekiwała w tamtym momencie mówiąc: proszę coś z tym zrobić? Mieliśmy wyjść? Nie być na mszy? Bo mamy dziecko? Dziecko nie nadaje się do przynoszenia do kościoła? Czy mamy chodzić tylko i wyłącznie na msze rodzinne? Getto tego typu by tę panią uszczęśliwiło? Przykro mi było i zawsze jest, gdy ktoś ma do mnie pretensje ewidentnie niesprawiedliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz