czwartek, 18 czerwca 2015

spokój

nie stwierdzono.
 
Ależ mnie denerwuje! Bunt dwulatka to koszmar. Z premedytacją, uparcie, z satysfakcją i dla śmichu. Wszystko na NIE. Najbardziej mnie wkurza jego wybrzydzanie z jedzeniem. Pół godziny przekonywania, straszenia, negocjowania, przekupywania, żeby potem zjadł wszystko w minutę bez cienia grymasu. Bo coś mu się w głowie przestawiło, bo dokończył procesu marudzenia. Trudno zachować cierpliwość, spokój, trudno nie krzyknąć. Jest kac potem. Ale to jest taka bezradność i wyczerpanie, że nie wierzę, że są rodzice, którzy przebywając ze zbuntowanym dzieckiem całe dnie, ani razu na nie nie krzykną.
 
Staram się wyluzować i stosować taktykę: tak? nie chcesz jeść? proszę bardzo, będziesz głodny. a do kolacji nie będzie podjadania.
 
Gdyby osiągał jakiś 50 centyl, to byłoby łatwiej. Ale ten paproch dotarł w wielkich bólach do 15 centyla. Więc jeśli opuszcza jakiś posiłek, to już w moich przewrażliwionych matczynych oczach pojawia się zagłodzone afrykańskie dziecko.
 
Byliśmy na urlopie. Taaa, kto był, to był. W sensie - tata miś rzeczywiście nie pracował, napawał się przyrodą i rodziną. Mama misia miała to co zwykle, tylko w przyjemniejszym otoczeniu. To tak, jakby tata miś wziął na urlop laptopa i pisał pozwy na szlaku. No, może trochę przesadzam. Ale na pewno nie miałam zupełnego odpoczynku od codzienności. Zwłaszcza że misiowi nie bardzo się ten wyjazd podobał. I nie jadł prawie w ogóle. Miał stan podgorączkowy nie-wiadomo-skąd przez trzy dni. Choroba lokomocyjna do tego. No i bunt ogólny. Niby fajnie, sporo po górach połaziliśmy i to było fajne, dotleniliśmy się, była przygoda. I chyba w sumie nie chciałabym go na ten czas zostawić babciom, dobrze, że był z nami, cieszę się. Ale jednocześnie gdy pomyśleliśmy sobie, jak by ten urlop mógł wyglądać bez niego, to trochę nam miny zrzedły... Powzięliśmy postanowienie, że na którąś sobotę i niedzielę musimy pojechać dokądś tylko we dwoje. Żeby odpocząć naprawdę, żeby nie wracać do hotelu o 20:00, żeby spokojnie zjeść pyszny posiłek w restauracji, i w ogóle przeżyć trochę spontanu, jak za dawnych czasów.
 








 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz