wtorek, 1 grudnia 2015

kronikarstwo

Mój syn ma dwa lata i osiem miesięcy. Niby powinnam doskonale pamiętać wszystko, co się w tym czasie wydarzyło, a przynajmniej dużo. To w końcu nie tak długi okres. I sporo pamiętam. Najbardziej to, co było dla mnie trudne. Albo nieprzyjemne. Więc oczywiście TO-TAL-NE niewyspanie i to DWULETNIE. Ból karmienia piersią. Nieumiejętności wszelkie. Beznadziejne spacery z miśkiem w wózku (nienawidził wózków, dopóki nie przesiadł się w spacerówkę twarzą do świata, a i to nie do końca). Brak życia kulturalno-towarzyskiego (bo NIE SPAŁ, więc nie dało się nikogo do niego zaangażować i sobie iść, to raz, a dwa - my nie mieliśmy siły balować, bo byliśmy niewyspani).

Wczoraj przejrzałam foldery z tych pierwszych miesięcy jego życia i uderzyło mnie, gdy oglądałam filmiki, że już go takiego nie pamiętam. Nie pamiętam tego rozbawionego pulpecika z blond loczkami i oczami na pół twarzy. Nie pamiętam tych chwil zwykłych, szczęśliwych, których jest całe mnóstwo. Takie momenty, że patrzę na niego, nic szczególnego się nie dzieje, ot jak zwykle coś broi, a ja czuję pełnię szczęścia.

I dlatego bardzo się cieszę, że mam duszę kronikarza. Tata miś zupełnie o takie rzeczy, jak zdjęcia i filmy, nie dba. Gdyby mnie nie było, to ani on, ani ten dzieciak nie mieliby jednej foty. A przecież obejrzeć sobie po jakimś czasie takiego kurczaka półrocznego, gaworzącego, niezdarnie usiłującego się przemieszczać, to jest ogromne wzruszenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz