Nie jestem w stanie okiełznać babć. Odkąd Miś zdecydowanie pokochał samochodziki, babcie ciągle mu je przywożą. Ma ich już, no, z trzydzieści do czterdziestu sztuk. A to same samochodziki. Klocków najróżniejszych też się oszałamiająca ilość wala po podłogach. Ale klocki to fajne zabawki, ich może mieć dużo. Jest jeszcze mnóstwo różnych zabawek, głównie kiepskich, w tym pierdółki z jajek-niespodzianek, dużo fajnych maskotek, którymi nie chce się bawić, oczywiście playdoh i akcesoria. Jakoś muszę to ogarnąć, bo instynktownie czuję, że im mniej, tym lepiej. Ale siedzi jeszcze we mnie ten peerelowski chomik, zaszczepiony przez mamę-babcię, no i szkoda jakoś nawet chować gdzieś do szafy dla następnego potomstwa. I nie mogę się zebrać, bo może się jednak przekona i zacznie bawić??? Tak bywa. Samochodziki właśnie długo były olewane, a w którymś momencie pokochał je bezgranicznie.
W sumie to pytanie w tytule postu jest retoryczne, bo wiem dobrze, że trzeba mu ograniczyć tę zabawkową pstrokaciznę. Ale czy mógłby ktoś mnie w tym wyręczyć? Bo jak na ten sajgon patrzę, to myślę: o nieeee, nie dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz