środa, 30 września 2015

ze skrajności w skrajność

Chodzi o uczucia. Albo mam nagłe, ponowne, milionowe zakochanie w tym łobuziaku, albo rozsadza mnie tak, że mało nie eksploduję. Zresztą, eksplozje bywają, nie umiem czasem powstrzymać się od krzyku. Tylko ten krzyk jest poprzedzony zawsze wielokrotnymi uwagami, prośbami, przekonywaniem, aż w końcu z bezsilności wjeżdża wrzask. Wrzask jest skuteczny, choć wiem, że zły.

Niech wreszcie się skończy ten durny etap bezsensownego buntowania się! Dziś dwie godziny walczył ze snem w ciągu dnia. Czasem pozwalam mu nie spać, gdy widzę, że jest w dobrym nastroju, jest pełen energii, dobrze się bawi, oczy ma wesołe. Ale są takie dni jak dziś, że ewidentnie by się przespał i odpoczął, na oczy ledwie widzi, chodzi i jęczy, marudzi, potyka się o własne nogi, ale zasnąć za cholerę. Ani sam w łóżeczku, ani na rękach. Ani śpiewanie nie pomaga, ani cisza, ani nic. Zdążyłam w międzyczasie strasznie zgłodnieć, zrobić obiad, dać mu obiad, sama zjeść, i dopiero potem płacząc w łóżeczku padł. Nie lubię tak. Wolałabym go do niczego nie zmuszać, żeby miał fajnie w tym domu. No ale nie użylibyśmy oboje do wieczora, gdyby nie pospał.

Teraz śpi, więc i ja dobrowolnie się poddam poduszce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz