- Skoro nie umiesz chodzić za rękę jak duży chłopiec, to będziesz nadal jeździł jak dzidziuś w wózeczku.
Nie umiem zachować cierpliwości, spokoju, pogody ducha, gdy miś odstawia cyrki na spacerze. Chciałam go odzwyczaić od wózka, bo i wózek już ledwo zipie, no i dwuipółlatek jest już na tyle "dorosły", że mógłby chodzić samodzielnie. Ale miś wykorzystuje każdą okazję, gdy jest poza wózkiem, żeby się możliwie nieustannie buntować. Najchętniej by mi ciągle uciekał. To mu sprawia największą frajdę. Pół biedy, gdy ma taką fantazję na placu zabaw (ale bez huśtawek), bo to ograniczona przestrzeń, nic mu się raczej nie stanie. Ale w każdym innym miejscu nie mogę mu na to pozwolić, bo to niebezpieczne, a poza tym musi się nauczyć kulturalnie zachowywać. Tylko że im bardziej się denerwuję, im bardziej jestem stanowcza, a nawet groźna, tym bardziej go to nakręca.
Dochodzi do tego, że wzięłabym go gdzieś w jakieś fajne miejsce, ale rezygnuję, bo już wiem, że będzie pajacował. Jeśli idę z nim sama, to zawsze z wózkiem. Próbowałam bez i zawsze żałowałam.
Pewnie jak wszystko, co związane z buntem dwulatka, ta głupawka spacerowa też minie. Ale przetrwać to - to tylko matki lub opiekunki wiedzą, co to znaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz