piątek, 28 lutego 2014

10/12


Matuchno. Alem zmęczona. Nie że dzisiejszym dniem. Raczej dzisięcioma miesiącami z niemowlakiem. Niewyspaniem dziesięciomiesięcznym. Noszeniem na rękach dziesięciomiesięcznym. Karmieniem piersią dziesięciomiesięcznym. Czytaniem książeczek i śpiewaniem-lulaniem dziesięciomiesięcznym. Dyplomacją spacerową. A z ostatnich miesięcy - kombinowaniem, żeby synulek raczył zjeść z łyżeczki, wypić z butelki/kubka, asekurowaniem, czasem nieskutecznym, jego prób powstańczych :).

Aleee. Dziś zabłysło światełko w tunelu! W nocy obudził się TYLKO dwa razy i nie spał nad ranem przy cycku, jak zwykle! Wyspaliśmy się w miarę. Oby ta tendencja się utrzymała. Bo padam. Padam, padam...


Niby padam, ale jak mi się mruczuś tuli do policzka albo pruka w brzuch, to nagle się okazuje, że jeszcze coś tam da się ze mnie wykrzesać. No i ważny punkt zwrotny - przenieśliśmy się ze spaniem do drugiego pokoju, żartobliwie zwanego "dużym". Od razu lepiej. A oprócz macierzyństwa? Niewiele. Ale już zaraz Wielki Post. Nareszcie ;). Rok temu leżałam z Frankiem w brzuchu i cały ten okres raczej mi umknął. Teraz tak nie będzie. Jedynie szkoda, że nie zostaniemy w Warszawie na liturgię nocy Zmartwychwstania, bo u Dominikanów to jest mega odlot. Ale chociaż czwartek i piątek spędzę na Freta. Mąż mi obiecał, że ponieważ ja rok temu byłam poszkodowana, to teraz mogę sobie odbić. No i planujemy pierwszy większy wyjazd :). Fajnie zaczyna się robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz