Jestem mamą misią. Czyli że mam misia małego w domu. Mały miś świergoli. Nie gada. Nie chce albo się wstydzi. Umieć - by umiał. Bo - czy mu za mało śpiewamy? A skąd! Czy za mało czytamy? Gdzie tam! Gadam do niego dużo, ale nie zagaduję (babcia to tak, jak najchętniej, powtarzać w kółko po milion razy). Jedyny mój grzech - puszczam mu dość sporo bajek. Ale niestety, nie umiem, jak w podręcznikach każą, być pomysłowa, zaangażowana, zawsze uśmiechnięta i spokojna codziennie od rana do wieczornego kąpania (bo tyle czasu jestem sam na sam z misiem), do tego zimową porą (spacery nie za koniecznie, plac zabaw odpada, sale zabaw ostatecznie, ale to zeeebraaaać się trzeba) i jeszcze zabawiać misia znudzonego już dobrze znanymi zabawkami, książeczkami.
Ale bez przesady, samo puszczanie bajek nie zrujnowałoby dążeń werbalnych dziecka. Ot, cóż, takie ma oprogramowanie.
Właśnie. Sprawa najważniejsza w całym tym przedsięwzięciu zwanym WYCHOWANIE.
Każde dziecko ma inne "oprogramowanie". Od poczęcia. Każde w innym tempie zalicza kolejne kroki rozwojowe. Jasne, rodzice swoje też dokładają. Ale też każdy rodzic jest inny, każda rodzina ma inne warunki, inne doświadczenia, inne pomysły. Niby jasne, ale ile razy dostaję komunikaty (nie zawsze wypowiedziane wprost, bo nie wypada), że miś powinien już coś robić, a nie robi, że, wzorem starszego znajomego dziecka znajomej mamy, na pewno zacznie coś robić wtedy a wtedy oraz w ten a nie inny sposób, że gdybym się bardziej wczuła, to już by to robił itp.
Oprogramowanie mój miś ma takie, że z każdym krokiem rozwojowym zwleka, mimo że już dużo wcześniej daje nadzieję na szybkie opanowanie jakiejś umiejętności. Ze świergoleniem było tak, że już jako trzymiesięczniak gaworzył i wydawał dźwięki odpowiadające niemal wszystkim spółgłoskom. Po szóstym miesiącu zamilkł. A raczej posiadł nową umiejętność - prukanie, frukanie z pluciem ;) i tak mu się to spodobało, że do tej pory nie powrócił do tych głosek, które wypowiadał dawniej. Jeśli do drugich urodzin nie zacznie wypowiadać celowo i świadomie chociaż kilku wyrazów albo dziecięcych słów wyrazopodobnych, to jasne, pójdę do logopedy, ale na razie muszę czekać cierpliwie i zachęcać go do gadania.
Po co o tym napisałam? Żeby mamy podobnych cwaniaków nie czuły się osaczone przez dumne mamy dzieci co to mówią pełnymi zdaniami i w ogóle są hej-do-przodu w każdej dziedzinie. To nie zawody. Pamiętajmy o tym i przytulmy z tej okazji (każda okazja jest dobra) nasze łobuziaczki świergolaczki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz