uuuuu taaaaa
Nie ma szans. Może gdybym go tydzień przegłodziła i wtedy dała wege obiad, to by wszamał, ale tylko dlatego, że umierałby z głodu.
Próbuję mu dawać różna warzywa, ale z obrzydzeniem odwraca się, odpycha, wyrzuca najdalej jak umie.
Na razie akceptuje, choć w ostateczności, tylko marchewkę i ziemniaki. I co zrobię? Wmuszę? Mogę zachęcać, podawać w różnych formach, ale jeśli nie przemycę w czymś (w sosie, w kotlecie mielonym, w zupie), to takich warzyw luzem nie jadłby w ogóle.
Wszystkich produktów akceptowanych przez misia jest kilka, w porywach do kilkunastu. Pewnie to typowe. Gdy wspominam swoje dzieciństwo, to też byłam niejadkiem i nie chciałam próbować nawet czegoś nowego. Tata miś to samo.
Ale gromią zewsząd, że misie muszą jeść warzyyyyywaaaa! Warzywa to podstaaaaawaaaaa!
I masz znowu, mamo misiu, wielkie wyrzuty sumienia, że nie umiesz, nie ogarniasz, nie nadajesz się.
Natomiast cieszyć się możesz, że miś bardzo lubi ziarenka, czyli kasze i soczewicę. Który miś tak chętnie zajada soczewicę, się pytam? Albo kiszoniaka? Albo serek wiejski?
A ostatnio z ogromnym apetytem wciągnął pieczonego łososia i makaron z pesto.
Więc nie katuj i misia, i siebie tymi warzywami. Kiedyś może się przekona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz