Drugi
syn skończył rok. Za nami bardzo trudny czas, bardzo męczący,
rok pełen często skrajnych emocji, stresów, zmian, chorób. Rok
bez jednej w całości przespanej nocy. Na taką noc pewnie
poczekamy jeszcze co najmniej rok, jeśli młodszy pójdzie śladem
starszego.
Mam
uczucie, jakbym była po maturze. Z jednej strony - o mamuńciu, jak dobrze,
że już ten rok minął, bo jestem wykończona. Z drugiej strony -
coś się skończyło i raczej się nie powtórzy, a przez ten rok
weszliśmy wszyscy razem na kolejny szczyt naszych rodzinnych
relacji, przeżyliśmy wymagającą, ale jakże satysfakcjonującą
przygodę, zgromadziliśmy tak wiele wzruszających wspomnień.
Gdy
teraz usypiam Pawełka, przypominam sobie te lata z Frankiem, zanim
poszedł do przedszkola. Jak to było niedawno! On też, tak samo
błogo sobie chrapał w ciągu dnia, a ja, zamiast zrobić coś
ważnego, lubiłam patrzeć na jego śpiącą buźkę i zapisywałam
ten obrazek na zawsze w pamięci.
Tak
trudno i tak dobrze jest być mamą.
Ale,
wzruszenia wzruszeniami, nostalgie nostalgiami, a przed nami, przede
mną żmudny i pewnie długotrwały proces regeneracji we wszystkich
chyba obszarach życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz