czwartek, 7 czerwca 2018

żmudny powrót do świata żywych

Drugi syn skończył rok. Za nami bardzo trudny czas, bardzo męczący, rok pełen często skrajnych emocji, stresów, zmian, chorób. Rok bez jednej w całości przespanej nocy. Na taką noc pewnie poczekamy jeszcze co najmniej rok, jeśli młodszy pójdzie śladem starszego.
Mam uczucie, jakbym była po maturze. Z jednej strony - o mamuńciu, jak dobrze, że już ten rok minął, bo jestem wykończona. Z drugiej strony - coś się skończyło i raczej się nie powtórzy, a przez ten rok weszliśmy wszyscy razem na kolejny szczyt naszych rodzinnych relacji, przeżyliśmy wymagającą, ale jakże satysfakcjonującą przygodę, zgromadziliśmy tak wiele wzruszających wspomnień.
Gdy teraz usypiam Pawełka, przypominam sobie te lata z Frankiem, zanim poszedł do przedszkola. Jak to było niedawno! On też, tak samo błogo sobie chrapał w ciągu dnia, a ja, zamiast zrobić coś ważnego, lubiłam patrzeć na jego śpiącą buźkę i zapisywałam ten obrazek na zawsze w pamięci.

Tak trudno i tak dobrze jest być mamą.


Ale, wzruszenia wzruszeniami, nostalgie nostalgiami, a przed nami, przede mną żmudny i pewnie długotrwały proces regeneracji we wszystkich chyba obszarach życia.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz